Jak wywrocić na plecy samolot komunikacyjny?

Na każdy temat. Byle kulturalnie...
Regulamin forum
Jakiekolwiek wulgaryzmy, obrażanie innych użytkowników i wszelkie inne działania sprzeczne z powszechnie przyjętymi normami społecznymi będę automatycznie eliminować posty, wątki a nawet autora.
Awatar użytkownika
aikus
Jaskiniowiec
Posty: 9519
Rejestracja: 29-09-2014
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 822 razy
Podziękowano: 582 razy

Postautor: aikus » 13 sie 2019, o 09:13

Gmeracz pisze:A ja latałem już tyle nad kanałem do PL i z powrotem, że nie mam żadnego absolutnie przekonania, że chciałbym się w nim wykąpać.


No dobrze, rozumiem, natomiast, zdajesz sobie sprawę, że statystyki są takie, że żeby na pewno (ergo z prawdopodobieństwem bliskim 100%) zginąć w katastrofie lotniczej (jako pasażer w lotach pasażerskich, komercyjnych linii lotniczych) musiałbyś latać przynajmniej raz dziennie, codziennie przez ... chyba tysiąc albo 10 000 lat?
To członek męski długo, nie sądzisz?
:)
I podkreślam tu jeszcze raz, te dwa maxy praktycznie NICZEGO tu nie zmieniły. Może tyle, że zamiast 10 000 lat teraz wystarczy 9999 lat ... ;)
(albo jakoś tak).

Gmeracz pisze:Wolę już autem, po ziemi.


Wielu ludzi tak woli. Ale to błąd ;)
I wiesz o tym dobrze.


Gmeracz pisze:Bo nikt mi na tą chwilę nie da gwarancji, że te wszystkie pierdu-pierdu mają jakąkolwiek wartość, jako domniemywania.
Bardzo długo była cisza z wypadkami, odkąd wprowadzili procedury bezpieczeństwa, a tu się nagle dowiadujemy, że... "rodzina zginęła w wypadku, ponieważ pasy się urwały i pasażer rozwalił głowę o kierownicę".
Sorry, to był nieprzewidziany przypadek...


No ale to czekaj ... o czym teraz mówisz?
O samochodach czy o samolotach??
Bo jeśli o samochodach, to stary, słyszałeś o poduszkach powietrznych które łamały czaszki pasażerom? O pasach z napinaczami które łamały kręgosłupy?
Takie rzeczy się zdarzają i będą się zdarzały, a poczekaj na samochody autonomiczne - łomatko, to się dopiero będzie działo...
Niestety to co się liczy to TYLKO statystyki.
A statystyki są takie, ze w epoce bez pasów praktycznie każdy wypadek samochodowy kończył się śmiertelnie. Jak ktoś przeżył to miał wyjątkowe szczęście.
A w epoce z pasami i poduszkami praktycznie każdy wypadek kończy się szczęśliwie, tak, że z samochodu normalnie wysiadasz. Jak zginiesz to przeważnie jest to sprawa o której trąbią co najmniej lokalne gazety - tak czy siak wyjątkowy pech.
W samochodach autonomicznych takie przypadki będą jeszcze rzadsze (choć jak się już zdarzą, no to będzie to - wiadomo - przypominało mega spektakularną produkcję tataru / mielonki - no niestety).


W samolotach jest tak samo - liczą się statystyki.
A te są takie, ze obecne lotnictwo jest tak bezpieczne jak nigdy nie było i jak żaden inny środek transportu.




Gmeracz pisze:I tu nie tyle chodzi o wyszkolenie pilota na przykład. Chodzi o fakt, że w pewnym momencie maszyna zabrania ci ratować samolot i ludzi.


O czym Ty w ogóle mówisz??
O tym, że pilot nie wyłączył na czas jednego systemu, ergo nie nacisnął jednego guziczka który miał pod ręką??
To nazywasz "zabranianiem przez maszynę ratowania ludzi"??
No to trochę, że tak powiem misandestending :D:D


Gmeracz pisze: Sam latałem trochę różnymi aparatami przez jakieś 20 lat i znam to środowisko. To są ludzie z tak wielkim doświadczeniem, że normalnie tego nie możemy ogarnąć. Że potrafią zrobić rzeczy, które nam się po prostu w pale nigdy nie zmieszczą.


Nie. Sorry.
to nie są nadludzie.
to są ludzie.
I popełniają błędy.
Koniec, kropka.


Gmeracz pisze:A przypadek, to jakby auto nie chciało w poślizgu włączyć ABS-u i innych dodatków, bo uznało, że wie lepiej od ciebie, jak i kiedy hamować. A ty i tak przywaliłeś i wszystkich w aucie zabiłeś.
No i... Tyle, że tu zginęła masa ludzi. Najbliższych. Żon, krewnych, przyjaciół itd.



Auto jest jednak po pierwsze prostszą konstrukcją.
Błędy ABSu, kontroli trakcji, zaciętego gazu - owszem - zdarzają się i tu.
I kierowcy radzą sobie z tym różnie.
Jedni wybiją na siłe bieg, pozwolą się zagotować/zatrzeć/rozwalić silnikowi na maksymalnej mocy bez obciążenia, ale powodują, że auto powoli zwalnia i się zatrzymuje i wszyscy bezpiecznie z niego wysiadają.
Inni panukują, łapią się za głowę, trąbią, panicznie machają rękami, zapierdalają 200 na godzine po autostradzie, wciskając hamulec, który już dawno nie działa bo już dawno został spalony... i kończą żywot na jakiejś balustradzie albo drzewie albo pod tirem.
W aucie na decyzję jest mniej czasu - jak widzisz, że ABS Ci zwariował i nie pozwala hamować na suchym asfalcie to raczej nie masz czasu, żeby sięgnąć pod kierownice i wyrwać odpowiedni bezpiecznik.
W samolocie jest jednak mimo wszystko inaczej - masz czas na wszystko! Ale musisz wiedziec co robić.
Możesz się oczywiście modlić, ale to ... raczej nie pomoże.


Gmeracz pisze:Wątpię, że byś tak na prawdę zrobił to - "No i jeszcze jedno: wiem, że teraz wielu osobom które to czytają, ciśnie się na usta pytanie, czy wsiadłbym na podkład Maxa, albo wsadził tam swoją rodzinę.
Odpowiadam: Bez wahania TAK."



Nic na to nie poradzę - Twoje prawo.
Pytanie po co bym to pisał...?
Myslisz, że Boeing mi zapłacił, zebym ratował jego wizerunek wśród społecnzości heli-team.pl ??
hehehe...
No to jaki mógłbym mieć inny powód?

Stary, nie będę się nawet zastanawiał do jakiego samolotu wsiadam.
Słowo honoru.
Jeśli będzie to w liniach ... żę tak powiem europejskich, czy tam amerykańskich (generalnie - zachodnich) to po prostu wsiadam i lecę.
Jak się rozientuję, że to akurat Boeing 737-82000, czyli dawny MAX, to stwierdzę "Oooo! Fajowo, znaczy że już latają!!" ...
I tyle.
...
Z resztą... jak mi przyjdzie lecieć liniami Siberian Airlines (co jest mało prawdopodobne ale nie wykluczone) to po chwili refleksji też prawdopodobnie wzruszę ramionami i polecę.
Statystyki i tak w dalszym ciągu pokazują, że większe jest prawdopodobieństwo że mnie zajedzie pijany kierowca na przejściu niż że zginę w katastrofie lotniczej.





Gmeracz pisze:Sorki Aikus, ale jestem po trochę oportunistą i buntownikiem... I sam latałem i może dlatego mój punkt jest gdzie indziej.


Nie jesteś jedynym który latał.
Są tacy którzy nadal latają.
Moja opinia nie bierze się z nikąd, ale m.in. z konsultacji z takimi właśnie osobami.
Międzi innymi, bo - wiadomo - mam świadomość, że rozmawiam tylko z kilkoma z nich, a to dość mała próba.


Gmeracz... Katastrofy lotnicze są jak asteroida, która kiedyś pierdolnęła w ziemie i zniszczyła 90% życia.
To się zdarzyło wtedy, to się zdarzy znów.
Jest to tylko kwestią czasu.

Wróć do „Brudnopis”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron