Parapety - sztuka pilotażu

Bo każdy ma samolot, ale nie każdy się przyznaje...
Awatar użytkownika
aikus
Jaskiniowiec
Posty: 9519
Rejestracja: 29-09-2014
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 822 razy
Podziękowano: 582 razy

Postautor: aikus » 14 sie 2019, o 01:49

Dawno dawno temu, w poprzedniej galaktyce istniał taki temat: Jak poprawnie wykonać zakręt samolotem.
Nie wiem czy dosłownie, ale pamiętam wątek, tylko nie wiele więcej.
W czasie kiedy go czytałem byłem już gość - potrafiłem wystartować i wylądować samolotem tak, że po lądowaniu nadawał się do kolejnego startu.
To było coś :dance: :dance:

No ale czas leci, i dziś na popołudniowej przelotce DogFighterem dotarło do mnie, że tak naprawdę to nie umiem robić ... takich zwykłych, prostych, ładnych, poprawnych skrętów.
I mam z tym problem, bo ważne jest dla mnie, żeby samolot leciał ładnie, a nie tylko skutecznie.
Może to fakt, że akurat dziś latałem własnie dogFighterem, który jest chyba najklasyczniejszym z klasycznych przykładów dolnopłata, a te pilotuje się dość specyficznie.
... A może ładna niemal flautowa pogoda, która sprawiła, że zacząłem zwracać na to uwagę...

Prawie w każdym skręcie samolot ześlizgiwał mi się na ogon (takie wystawianie nosa na zewnątrz zakrętu, nie zbyt groźne, ale brzydkie zachowanie samolotu w zakręcie, będące skutkiem lekkiej niestateczności kierunkowej, albo ... właśnie nieużywania odpowiednio steru kierunku)
Kiedy to zauważyłem - zacząłem używać mocniej steru kierunku.
Ostatecznie doszedłem do miejsca w którym skręty wykonuję tak naprawdę TYLKO sterem kierunku - lotkami jedynie pilnuje przechylenia - żeby nie było za duże ani za małe.
...
Ale to przecież nie wszystko.
Bo jest jeszcze gaz i ster wysokości.
Kiedy tak właściwie powinno się dodawać gazu i kiedy zaciągać SW? Po rozpoczęciu skrętu, czy przed?
Pozwolić samolotowi najpierw lekko zanurkować i potem to skorygować, czy starać się wykonywać skręt możliwie jak najbardziej płasko, czy może wręcz przeciwnie - wznieść się nieco przed rozpoczęciem skrętu (żeby potem mieć z czego opadać na wysokość docelową po skręcie) ?

Jak to powinno wyglądać?
Tak, żeby to wyglądało ładnie. Żeby było widać, że tym samolotem nie lata byle leszcz tylko ktoś kto cokolwiek o tym całym latającym pierdolniku ma pojęcia...

Wiem, że Gmeracz pewnie mnie nie lubi bo ciągle się z nim kłócę...
... ale pamiętam jak to właśnie ON, pomagał mi (właśnie jeszcze w starej galaktyce) w moich pierwszych przepychankach i potyczkach z samolotami... Miałem problem z samolotem który ktoś mi polecił jako model dla początkującego, a to był mega szybki motoszybowiec (dziś już nie produkowany i chyba ciężko dostępny a szkoda, bo chętnie bym nim sobie polatał, nazywał się chyba TW-742 czy jakoś tak, był taką dziwaczną konstrukcją z plastikowym kadłubem, piankowymi skrzydłami i drewnianym dźwigarem, silnik szczotkowy i akumulator NiMH - do tego radio 27MHz i ręce leszcza - gotowa recepta na pasmo katastrof, które model znosił bardzo dzielnie, ale ostatecznie poszedł do żyda - kogoś kto mieszkał dalej od dużego miasta, żeby mu chociaż taksówkarze swoimi CB Radiami nie przejmowali kontroli nad modelem...
To było dawno, ale taaaak jest, pamiętam to Gmeracz ;)
Ja wszystko pamiętam.
Pamiętam jaki wykład mi wtedy walnąłeś do spółki z Ramotnym i jeszcze kilkoma wyjadaczami.
Pamiętam ile czasu zajęło mi przyswajanie potężnej ilości wiedzy i sposobu rozumowania fizyki lotu płatowca, zawartej w kilku prostych zdaniach.
Wszystko pamiętam.
I dziś, kiedy już jestem taki mądry, tak dużo umiem, nagle okazuje się, że chyba nie umiem zrobić po prostu poprawnego zakrętu samolotem...


... więc może się Gmeracz nad leszczem zlituje i coś podpowie... :piwo:

No a jak nie Gmeracz to ktokolwiek inny - kto się czuje na siłach :D:D
Awatar użytkownika
miruuu
Administrator
Posty: 17304
Rejestracja: 11-05-2010
Lokalizacja: Warszawa - Ursynów
Podziękował: 1570 razy
Podziękowano: 767 razy
Kontaktowanie:

Postautor: miruuu » 14 sie 2019, o 06:21

Ja się nie znam, ale kiedyś więcej latałem samolotami i mam jedno spostrzeżenie... Sterowanie naszymi modelami (w sensie piankami, maluchami, gównolotami- bo porządne i większe modele już nie) ma się nijak do tego jak steruje się samolotami (choć wuja wiem jak się steruje samolotami ).

Czasami bawiłem się w takie latanie "prawdziwo-samolotowe", czyli takie gdzie model swoim zachowaniem bardziej przypominał bardziej większych braci niż pijaną muchę. Da się, ale często ruchy sterów i lotek, które musiałem wykonywać żeby uzyskać ładny efekt były co najmniej dziwne. Albo dziwaczna dysproporcja lotek do sterów albo nawet używanie którychś z nich w przeciwnym kierunku niż nakazywała by tego logika (tak wnioskuje czując jakie straty na prędkości odczuwałem - na co nie pozwoliłaby se żadna lotnicza korpo).

Na pewno do takiego latania polecam coś większego. Już nawet moja Czesia (chyba 160cm) dawała się ujeżdżać w ten sposób o wiele łatwiej.

A z takiego prawie makietowego latanka najbardziej lubię starty i lądowania (dłuższy rozbieg przy starcie, dłuższy równy lot przy ziemi podczas lądowania) - dają fajny efekt i klimat.
Awatar użytkownika
aikus
Jaskiniowiec
Posty: 9519
Rejestracja: 29-09-2014
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 822 razy
Podziękowano: 582 razy

Postautor: aikus » 14 sie 2019, o 10:22

miruuu pisze:Ja się nie znam, ale kiedyś więcej latałem samolotami i mam jedno spostrzeżenie... Sterowanie naszymi modelami (w sensie piankami, maluchami, gównolotami- bo porządne i większe modele już nie) ma się nijak do tego jak steruje się samolotami (choć wuja wiem jak się steruje samolotami ).


hmm hmm No to ciekawe, bo ja, mając kilka okazji latać prawdziwymi samolotami (i pilotować je) nie natknąłem się na nic, czego bym nie mógł przełożyć ze sterowania modelem do prawdziwego samolotu (poza szybkościami reakcji rzecz jasna).

miruuu pisze:Czasami bawiłem się w takie latanie "prawdziwo-samolotowe", czyli takie gdzie model swoim zachowaniem bardziej przypominał bardziej większych braci niż pijaną muchę. Da się, ale często ruchy sterów i lotek, które musiałem wykonywać żeby uzyskać ładny efekt były co najmniej dziwne. Albo dziwaczna dysproporcja lotek do sterów albo nawet używanie którychś z nich w przeciwnym kierunku niż nakazywała by tego logika (tak wnioskuje czując jakie straty na prędkości odczuwałem - na co nie pozwoliłaby se żadna lotnicza korpo).


No to tutaj widzę miejsce na potecjalnie dwie rzeczy:
1. w samolocie jest coś krzywe. Wytrymujesz tak, że leci prosto, ale jak zaczynasz sterować - robią się jaja.
2. mówisz o używaniu steru kierunku w dolnopłacie. Była to jedna z pierwszych rzeczy o których pisałem o tu:
viewtopic.php?f=97&t=8969
Czyli proszę się zrelaksować i przyzwyczaić - tak ma być..

miruuu pisze:Na pewno do takiego latania polecam coś większego. Już nawet moja Czesia (chyba 160cm) dawała się ujeżdżać w ten sposób o wiele łatwiej.


Im większy samolot, tym po pierwsze ładniej, naturalniej, wolniej reaguje na stery, po drugie jest odporniejszy na podmuchy wiatru - tak.
Ale problem u mnie nie jest w zachowaniu się modelu w powietrzu tylko w takim dylemacie jak powinienem chcieć żęby on się zachował.
Przeczytałem kilka jakichś tam książek z opowiadaniami lotniczymi i choćby taki dylemat jak własnie zaciąganie SW przy skręcie: najpierw SW, potem skręt czy odwrotnie??
Jedni mówią tak, inni mówią tak...
W sumie jak latałem AT-2 na Bemowie, to instruktor nic nie mówił o zaciąganiu SW przed skrętem, a jak robiłem skręt i zaciągałem SW dopiero w reakcji na opadanie nosa samolotu to mnie pochwalił, że tak właśnie trzeba.
inna sprawa, że nogami jakoś mi sterowanie nie szło - może dlatego, że bardziej jestem przyzwyczajony mieć tę cześć sterów pod lewym kciukiem ;)




miruuu pisze:A z takiego prawie makietowego latanka najbardziej lubię starty i lądowania (dłuższy rozbieg przy starcie, dłuższy równy lot przy ziemi podczas lądowania) - dają fajny efekt i klimat.


Prawda.
Krzywe, brzydkie lądowanie potrafi spierdolić całą radość z lotu.
Brzydkie lądowanie - cały lot do dupy.
Awatar użytkownika
gcze
Elita forum...
Posty: 803
Rejestracja: 18-01-2019
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował: 142 razy
Podziękowano: 27 razy

Postautor: gcze » 14 sie 2019, o 10:42

Główna różnica jest taka, że prawdziwym samolotem nie wykonuje się zakrętu za pomocą steru kierunku, w rc to funflyem nawet zrobisz bokiem pętlę na sterze kierunku.
Bawiłem się tylko symulatorami ale ponoć dobrymi ;-)
http://calypteaviation.com/jak-samolot-zakreca/ Niestety w rc brak podstawowego przyrządu, czyli chyłomierza, więc trzeba by jakoś na oko.
Zakręt skoordynowany, nazwa stąd, że starasz się to wykonywać możliwie jednocześnie, nie przed czy po. Oczywiście prawidłowo cały czas utrzymujesz stałą wysokość lub prędkość wznoszenia podczas wykonywania tego manewru.
XK K110 | T-REX 250 | Mini Titan | X360 | Trex 600n nadciąga| jumper T12
Awatar użytkownika
aikus
Jaskiniowiec
Posty: 9519
Rejestracja: 29-09-2014
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 822 razy
Podziękowano: 582 razy

Postautor: aikus » 14 sie 2019, o 10:55

gcze pisze:Główna różnica jest taka, że prawdziwym samolotem nie wykonuje się zakrętu za pomocą steru kierunku, w rc to funflyem nawet zrobisz bokiem pętlę na sterze kierunku.


No to będzie taka bardziej śruba, ale, że tak powiem po staropolsku I get the point, natomiast no własnie i tutaj też różni różnie mówią o różnych samolotach.
Kowal mówił o tym swoim YAKu, że tam się właśnie steruje głownie nogami...



:thumb: :thumb: :thumb:
O to chodziło - warto czasem poczytać coś mądrego. NIby wszystko wiesz, ale w głowie się lepiej układa.
Awatar użytkownika
Gmeracz
Global Mod
Posty: 2176
Rejestracja: 16-03-2010
Lokalizacja: UE
Podziękował: 78 razy
Podziękowano: 204 razy
Kontaktowanie:

Postautor: Gmeracz » 19 sie 2019, o 01:51

@Aikus... Nie pamiętam tego momentu, gdy praliśmy ci mózg z Ramotniakiem. Chociaż bardzo chciałbym to teraz zobaczyć... :vhappy: :vhappy: :vhappy: Ale dla Ciebie to musiało być gorrrącooo. _buja_w_oblokach
I w końcu poznałeś w R. miszcza "rozwałki na kawałki"... _killer
No ale wszystko co było, to już historia. :)

Powiem teraz całkowicie poważnie.
Zrozumienie tego wszystkiego to ciągły proces, bo pomimo wiedzy nabytej przez lata, ciągle np. nie wiem, dlaczego morskie mewy w Anglii ciągle srają w locie na MÓJ qźwa, a nie sąsiadów samochód???

No doooobra, miało być poważnie.
Jak widzisz, teoria się czasem rozmija z praktyką. Co nie zmienia faktu, że opracowuję morderczy plan strzelania solą z rurki w ich bardzo upierdliwe i gówniane dupy.

I co też nie zmienia faktu, że na jednym ze zlotów miałem takie coś...
Wszyscy latamy... Ogólny pierdolnik w powietrzu... Ktoś nagle krzyknął - ratunkuuu... Lotka mi odpadłaaa... - Akurat byłem obok. Gdy przejąłem apkę to się okazało, że nie tylko lotka nie działa. Nic qrwa nie działało, jak powinno. Ożesz q.... No dobra, coś jednak działa... Model jeszcze leciał, ale czarna rozpacz mnie za dupę wzięła. Miałem jeszcze ster wysokości i pół lotki, nogi mi latały od adrenaliny jak przy profesjonalnym Parkinsonie, ale udało mi się w końcu posadzić ten qurewski i leniwy model. Potem wiadomo, były oklaski itd.
Ale teraz to najważniejsze. To, co potem czujesz, to na prawdę tylko zajebista frajda. Taka czysta frajda, że jednak się qźwa udało. Że ta cała wieloletnia teoria i wykresy, że to w mordę jednak jakoś działa. I to nie jest pycha, ale euforia. Trudno to opisać słowami...

Teraz wracam na ziemię.

Więc bądź kolego dobrej myśli. I nie pierdol mi tu o niezamierzonym zamiataniu ogonem w powietrzu, tylko postaraj się go po prostu... Poczuć. Chyba to już CI wtedy mówiłem, ale posadź się jako pilot w kabinie modelu i wyobraź sobie, że czujesz i widzisz to, co pilot. I nie jest ważne, gdzie masz ogon, a gdzie lotki. Wsadź ten pieprzony łeb do kabiny i poczuj...

Gdy lecisz, to czujesz, a nie mierzysz i oceniasz. Gdy czujesz ześlizg, to reagujesz. Gdy czujesz przeciążenie, to zgadnij co robisz? Dlatego pilotaż RC ma więcej wymagań. Bo my możemy tylko widzieć efekty sterowania, a nigdy ich nie poczujemy. Tia, wiem, że to nie jest łatwe. Ale latanie już tak ma. To inny stan umysłu.

Pilot ma łatwiej, bo czuje. My nie. Ale ta zabawa jest nieskończenie miła. I tego wam wszystkim życzę :)
Od śmigła... Sławek
http://www.youtube.com/user/Vipcioo
Awatar użytkownika
aikus
Jaskiniowiec
Posty: 9519
Rejestracja: 29-09-2014
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 822 razy
Podziękowano: 582 razy

Postautor: aikus » 19 sie 2019, o 09:19

Gmeracz pisze:@Aikus... Nie pamiętam tego momentu, gdy praliśmy ci mózg z Ramotniakiem. Chociaż bardzo chciałbym to teraz zobaczyć... :vhappy: :vhappy: :vhappy: Ale dla Ciebie to musiało być gorrrącooo. _buja_w_oblokach



Nieee, no wszystko było bardzo miło grzecznie i kulturalnie i naprawdę bardzo mocno mnie wspieraliście. Zupełnie w stylu Ramotnego i zupełnie NIE w Twoim stylu :swir:



Gmeracz pisze:Więc bądź kolego dobrej myśli. I nie pierdol mi tu o niezamierzonym zamiataniu ogonem w powietrzu, tylko postaraj się go po prostu... Poczuć. Chyba to już CI wtedy mówiłem, ale posadź się jako pilot w kabinie modelu i wyobraź sobie, że czujesz i widzisz to, co pilot. I nie jest ważne, gdzie masz ogon, a gdzie lotki. Wsadź ten pieprzony łeb do kabiny i poczuj...


Tak właśnie próbuję...
No nic, czyli jak zwykle wszystko sprowadza się do starego chińskiego powiedzenia, że jest jeden sposób, żeby nauczyć się latać: Trzeba latać!


Gmeracz pisze:Gdy lecisz, to czujesz, a nie mierzysz i oceniasz. Gdy czujesz ześlizg, to reagujesz. Gdy czujesz przeciążenie, to zgadnij co robisz? Dlatego pilotaż RC ma więcej wymagań. Bo my możemy tylko widzieć efekty sterowania, a nigdy ich nie poczujemy.


Tak tak, wiem, miałem okazję poczuć różnicę pomiędzy stanami kiedy:
a) pół mnie lata, ale pół stoi twardo przyspawane do ziemi i kontroluje
b) latam cały ja.

Do pewnego momentu rzeczywiście w tym drugim stanie jest łatwiej. W pewnym zakresie jest przyjemniej czuć ruchy drążka własną dupą (aaahahahaha taak jest!!) ...
Potem zaczyna to przeszkadzać.
No bo na przykład co to ma znaczyć, że ja chcę się tylko nagle zacząć dość stromo wznosić a mi nagle g rękę na drążku obślizguje w dół??
... a przecież ja się tylko chciałem... leciutko tak... zaciągnąć troszeczkę tylko.
O pętli nawet strach pomyśleć.
Ale - to co też wiem - to, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Polatałbym trochę więcej i wszystko by mi sie poukładało, mózg by się nauczył przyjmować bodżce z błędnika i robić z nich dobry użytek.
No ale mniejsza o to- bo tu gadamy głownie o sytuacji a).




Gmeracz pisze:
Tia, wiem, że to nie jest łatwe. Ale latanie już tak ma. To inny stan umysłu.

Pilot ma łatwiej, bo czuje. My nie. Ale ta zabawa jest nieskończenie miła. I tego wam wszystkim życzę :)



Abyśmy Gmeracz!
Abyśmy.
:piwo:

Wróć do „Ogólne dyskusje parapeciarzy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości